Brudne ręce, czysta sztuka – codzienność w pracowni ceramiki
Ceramik i wiecznie brudne ręce – historia w glinie pisana
Bycie ceramikiem to sztuka. Ale też… sport ekstremalny dla rąk i cierpliwości. Bo prawda jest taka, że ręce ceramika są czyste tylko przez chwilę – zwykle między myciem ich w umywalce a pierwszym dotknięciem gliny. Potem zaczyna się już niekończąca przygoda z błotem, szlamem i pyłem, które z dłońmi wiążą się na stałe jak najlepszy przyjaciel (tyle że mniej fotogeniczny).
Największy problem? Telefon komórkowy. Teoretycznie cud techniki, praktycznie – narzędzie tortur dla człowieka z glinianymi łapami. Kiedy zadzwoni, scenariusz wygląda zawsze tak samo: ty w pełnym skupieniu przy kole garncarskim, ręce po łokcie w błocie, a w kieszeni zaczyna wibrować dźwięk cywilizacji. Odbierzesz? Nie odbierzesz. Palec mokry, dotykowy ekran obrażony. I choć próbujesz czasem nosem, przedramieniem czy łokciem – technologia i tak ma ostatnie słowo.
Do tego dochodzi odruch warunkowy: wycieranie rąk w spodnie. Kto pracuje w fartuchu czy w roboczych portkach – nic wielkiego. Ale niech tylko zapomnisz, że tym razem masz na sobie ulubione dżinsy. Efekt? Nowa kolekcja plam w stylu „rustykalny sznyt”. Moda ceramiczna, wersja deluxe.
Czy da się to obejść? Niby można kupić rysik, obsługiwać telefon językiem albo po prostu… olać dzwoniących. Ale wtedy pozostaje ryzyko, że to akurat kurier z nową paczką gliny. A wiadomo – bez gliny ceramik to tylko człowiek z uporem i brudnymi rękami.

